Tematycznie...

12 marca 2015

ASERTYWNYM BYĆ

Rzadko spotykam ludzi prawdziwie asertywnych. Takich, co to się z tym urodzili. Być asertywnym. Marzenie milionów ludzi. To uczucie, kiedy ludzie próbują ci wejść na głowę i nikomu się to nie udaje. To poczucie kontroli...


Może dlatego słabo mi idzie nauka, bo nie bardzo jest z kogo brać przykład? A może pora zrozumieć, że nie ma czegoś takiego, jak stuprocentowa asertywność? Przecież nawet siłacz miewa gorsze dni. Tylko się z tym nie obnosi. Dlatego myślimy, że ich nie miewa. A to w prostej linii prowadzi do przekonania, że innym się udaje, a nam nie, bo widocznie oni się z „tym czymś” urodzili.

Gdybyście mieli szansę spędzić 48 godzin z kimś, kogo uważacie za niezłomnego, superpewnego siebie i komu „zawsze się udaje”, czy skorzystalibyście z okazji, by móc popatrzeć, jak on sobie radzi z życiem? Ja bym skorzystał. Chodziłbym z tym kimś krok w krok i patrzył, jak rozwiązuje problemy. Starałbym się nauczyć najwięcej, jak tylko mogę. Na tym przecież polega życie. Na nieustannej nauce od kogoś. Przecież nie rodzimy się z gotowym zestawem wiedzy.

Nie chcę wyjść na mądralę. Nie jestem mistrzem asertywności. Ale jest wielu ludzi, którzy jeszcze bardziej nimi nie są. Staram się po prostu być takim „starszym kolegą”, który poklepie po plecach i powie „No dalej! Wiem, że sobie poradzisz”. Mnie tez tak kiedyś ktoś poklepał po plecach. Zaskakujące, jak bardzo taki gest potrafi dodać wiary. Nawet, jeśli zdarza się raz na kilka lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz